W kuluarach mówi się, że Ivan Espinosa, wybrany na stanowiska dyrektora zarządzającego Nissana 1 kwietnia, zdecydował się na realizację kroków, których poprzedni prezes, Makoto Uchida, bał się podjąć. Doświadczony menedżer od samego początku nie ukrywał, że próba rozwiązania problemów, z którymi mierzy się marka, będzie wiązała się z potężnymi wyrzeczeniami.
I wszystko wydaje się tę opinię potwierdzać. Japońskie media donoszą, że restrukturyzacja firmy oznacza konieczność zwolnienia 20 tys. pracowników – dwukrotnie więcej niż szacowano jeszcze podczas kadencji Makoto Uchidy. Redukcji zatrudnienia będzie towarzyszyło zamykanie fabryk – do marca 2028 r. Nissan planuje zakończyć produkcję w 7 z 17 zakładów zlokalizowanych na terenie globu (jedyna placówka firmy w Europie, fabryka w brytyjskim Sunderlandzie, będzie kontynuowała działalność, skupiając się w większym stopniu na produkcji modeli zelektryfikowanych).
Według doniesień prasy zagrożone są m.in. dwa z pięciu zakładów w Japonii oraz fabryki w Meksyku, Indiach, Argentynie i RPA. Przeprowadzone zmiany miałyby przyczynić się do redukcji kosztów na poziomie 3,34 mld dol. Producent chce zmniejszyć liczbę platform, na których produkuje pojazdy z 13 do 7, skrócić czas opracowywania pojazdów do 30 miesięcy, a do tego ograniczyć moce przerobowe firmy z 3,5 do 2,5-3 mln samochodów.
Decyzja o transformacji została ogłoszona w czasie, gdy Nissan opublikował wyniki finansowe za rok podatkowy 2025. Straty zanotowane w tym okresie – 4,5 mld dol. netto – to, jak podaje Bloomberg, drugi najgorszy wynik od 25 lat (gorzej sytuacja prezentowała się wyłącznie w 2019 r.).
Co ciekawe, choć wydawałoby się, że problemy Nissana są powiązane przede wszystkim z nietrafionymi decyzjami na amerykańskim rynku, słabe wyniki finansowe firma notowała w Europie, gdzie straciła prawie 600 mln dol. Negatywny trend w regionie ma odwrócić dalsza współpraca z Renault, ale także import modeli rozwijanych we współpracy w ramach joint-venture z chińskim Dongfengiem. W przeszłości terapia szokowa przeprowadzona przez Carlosa Ghosna okazała się skuteczna. Czy tym razem będzie tak samo?



