Wyniki rejestracji nowych aut na starcie 2026 r. dowodzą, że utrzymanie ubiegłorocznego wolumenu może okazać się niezwykle trudnym zadaniem. Wyraźny spadek względem stycznia 2025 r. zanotował segment pojazdów osobowych, który w tym czasie skurczył się o 8,96 proc., do 40,3 tys. szt. Lepiej radziły sobie natomiast lekkie samochody dostawcze – 5,4 tys. zarejestrowanych aut przełożyło się bowiem na blisko 10 proc. wzrostu.
Na niższych wolumenach „operowała” większość producentów z branżowej czołówki, w tym rynkowy lider Toyota. Japońska firma dostarczyła 7,9 tys. pojazdów osobowych, o 12,7 proc. mniej niż rok temu. Podobnych problemów nie miały druga w zestawieniu Skoda (4,3 tys.; +6,3 proc.) oraz Volkswagen, który straty co prawda poniósł, ale na tle markowych rywali i tak wypadł całkiem dobrze (3,3 tys.; -3,6 proc.).
Tego samego nie mogą niestety powiedzieć dealerzy Kii oraz Hyundaia, którzy o ostatnim miesiącu będą chcieli szybko zapomnieć. Kia, która jeszcze całkiem niedawno była w stanie zagrozić Volkswagenowi, kończyła styczeń na 6. lokacie z niemal 40-proc. spadkiem (1,8 tys.), co… i tak było rezultatem znacznie lepszym od siostrzanego Hyundaia. Druga z koreańskich marek zarejestrowała jedynie 950 szt. (-63,6 proc.), wypadając tym samym z czołowej dziesiątki.
Na słabości obu brandów skorzystali przedstawiciele segmentu premium – Audi (2,3 tys.; -7,8 proc.), BMW (1,9 tys.; +9,7 proc.), Mercedes (1,7 tys.; -10,9 proc.), ale także Lexus (1,2 tys.) który mimo to nie ma jednak specjalnych powodów do zadowolenia (-40,8 proc.). Skorzystały także Dacia (1,1 tys.; -7,89 proc.) oraz zamykająca TOP 10 Cupra (1,1 tys.; +1,8 proc.), która na dobrą sprawą zastąpiła już sklasyfikowanego na początku… czwartej dziesiątki Seata (217 szt.; -62 proc.). Ostatnim brandem z wolumenem na poziomie przynajmniej tysiąca aut, był Ford (1,1 tys.; -20,1 proc.).
Przejdźmy zatem do największych przegranych i wygranych na otwarcie 2026 r. Dobry start w osobówkach zaliczyły marki związane z Grupą Stellantis. Rezultat lepszy od ubiegłorocznego uzyskały m.in. 16. w zestawieniu Citroen (788 szt.; +52,7 proc.), Peugeot (736 szt.; +4,1 proc.), Opel (736 szt.; +54 proc.) czy Fiat (363 szt.; +101,7 proc.).
Nastroje zgoła odmienne panują w dealerstwach wielu japońskich marek. Biorąc pod uwagę słabość Kii oraz Hyundaia, trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że dziś to właśnie brandy z tego regionu są głównymi ofiarami chińskiej ekspansji. Gorzej radziły sobie Nissan (567 szt.; -18,2 proc.) oraz Suzuki (470 szt.; -34,6 proc.), gorzej wypadła także Mazda (396 szt.; -3,2 proc.). Jeśli zaś chodzi o Mitsubishi (35 szt.; -70,4 proc.), a także Subaru (14 szt.; -86,9 proc.), niech za komentarz posłużą liczby – ze statystycznego salonu Subaru wyjechał w styczniu średnio mniej niż… jeden samochód.
Lukę po Japończykach nadrabiają przedstawiciele chińskiej motoryzacji. 13. miejsce w tabeli zajęło MG, które powoli wydaje się jednak dochodzić do szczytu swoich możliwości (930 szt.; -5,6 proc.). Dwa oczka niżej znalazła się Omoda (857 szt.; +205 proc.), będąca częścią najsilniejszej chińskiej grupy w Polsce. Zsumowany wynik marek należących do Chery wyniósł bowiem w styczniu 1,7 tys. szt., a to rezultat porównywalny, choćby z Mercedesem. Trzecią chińską siłą w Polsce pozostaje BYD (608 szt.; +266 proc.), przed marką BAIC (304 szt.; +23,6 proc.) oraz Leapmotorem (241 szt.).
W sumie udział producentów zza Wielkiego Muru nad Wisłą sięgnął w styczniu 10,2 proc. Większym dysponują już tylko marki niemieckie, japońskie oraz reprezentująca Czechy Skoda.


