Obowiązujący w Wielkiej Brytanii parytet minimalnej liczby pojazdów ZEV (zero-emission vehicles) należy do najbardziej rygorystycznych rozwiązań funkcjonujących w branży. Według obecnych reguł do końca bieżącej dekady auta zeroemisyjne powinny stanowić przynajmniej 80 proc. sprzedaży (z myślą o pełnej elektryfikacji do 2035 r.).
Dla producentów obecnych w UK większy problem stanowi jednak konieczność dostosowywania się do coraz to wyższych norm aktualizowanych każdego roku. W 2025 r. minimalny próg dla „elektryków” wyniósł 28 proc., w 2026 r. wartość ta wzrosła do 33 proc. (w przypadku vanów to 24 proc.), a już w przyszłym roku zwiększy się do 38 proc.
W czym problem? Z danych brytyjskiego branżowego stowarzyszenia SMMT wynika, że do końca lipca br. udział aut zeroemisyjnych w sprzedaży nowych pojazdów osobowych przekroczył nieznacznie 25 proc., co oznacza, że większość producentów znajduje się wyraźnie poniżej „progu bezpieczeństwa”. Firmy niespełniające wymogów będą musiały z kolei liczyć się z karami na poziomie 12 tys. funtów za każde auto przekraczające dopuszczalny limit po wykorzystaniu dostępnych mechanizmów rozliczeniowych.
Aby wyjść naprzeciw potrzebom branży, brytyjski rząd zdecydował się zatem rozpocząć konsultacje, które pomogłyby znaleźć kompromisowe rozwiązanie. Chociaż Londyn nie chce rezygnować z długoterminowego celu, jakim jest ograniczenie emisji CO2 w motoryzacji do zera, władze są ponoć otwarte na modyfikację celów pośrednich. W jakim stopniu?
W połowie lipca brytyjskie media informowały, że były już premier Keir Starmer opowiadał się za tym, by 80-proc. próg zeroemisyjności do 2030 r. zastąpić znacznie łagodniejszym, 50-proc. wymogiem. Trudno ocenić, czy tak wyraźna zmiana dotychczasowej polityki wynikała z rzeczywistych przekonań, czy też była wyłącznie próbą obrony stanowiska – wiadomo jednak, że gabinet Andy’ego Burnhama formalnie dopuścił możliwość obniżenia celu na 2030 r. nawet do 50 proc. jako jeden z możliwych scenariuszy zmian.
Według Mike’a Hawesa, dyrektora zarządzającego SMMT, bez zdecydowanych działań motoryzacja na Wyspach nie będzie w stanie wyjść na prostą. – Koszty energii w przemyśle pozostają niekonkurencyjne, publiczne ładowanie jest nadal zbyt drogie i niespójne, a koszty surowców i akumulatorów są zbyt wysokie. Popyt na pojazdy elektryczne przyspieszył, co jest powodem do radości, ale tylko przy miliardach funtów rabatów udzielanych przez producentów i rząd – przekazał w oficjalnym komunikacie prezes stowarzyszenia.
Niewykluczone zatem, że bieżące konsultacje to rozmowy ostatniej szansy – jeśli rząd nie pójdzie na kompromis, brytyjski przemysł motoryzacyjny znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji.



