Przemysł samochodowy w Państwie Środka od wielu miesięcy znajduje się pod potężną presją – zażarta rywalizacja pomiędzy nowymi i starymi graczami doprowadziła do kryzysu, w wyniku którego duża część branży dealerskiej znalazła się pod kreską (dane tamtejszego stowarzyszenia CADA wskazują, że po pierwszym półroczu 2025 r. rentowność utrzymało tylko 30 proc. sprzedawców).
Z danych China Auto Market przedstawionych przez Bloomberga wynika, że o poprawę sytuacji w najbliższym czasie będzie trudno, ponieważ analiza ruchów cenowych w najpopularniejszych markach wykazała, że większość producentów nadal rywalizuje w dużej mierze głównie za pomocą ceny oraz hojnych rabatów.
Od 2023 r. spadki cen transakcyjnych zanotowało 16 spośród 20 największych brandów obecnych na rynku (do nielicznych wyjątków należały Haval, Chery, Buick oraz, co ciekawe Tesla, czyli marka, która jako jedna z pierwszych wojnę cenową… nakręciła). Taniały auta należące zarówno do miejscowych, jak i pojazdy przedstawicieli „tradycyjnej” motoryzacji – Audi czy BMW. Liderem spadków były jednak przede wszystkim marki koncentrujące się na elektromobilności, takie jak BYD oraz XPeng. W przypadku niektórych brandów ceny w 2,5-letnim okresie skurczyły się nawet o 40 proc.
Co więcej, kontynuację tej polityki widzimy także w ostatnich miesiącach, choć głównie w wykonaniu producentów z Chin. Do niewielkiego odbicia doszło natomiast w lipcu w przypadku europejskich marek premium, co według serwisu Automotive News mogło wynikać z faktu, że chińskie władze zaczęły nieprzychylnie patrzeć na umowy z bankami, gwarantujące dealerom wysokie prowizje – wykorzystywane następnie do stosowania dalszych obniżek, zaostrzających wojnę cenową.
Trudno dziś przewidzieć, w którą stronę podąży chińska motoryzacja, ale pogarszające się wyniki finansowe dealerów oraz problemy dostawców każą przypuszczać, że kontynuacja tego trendu w dłuższym okresie wydaje się niemożliwa. Rynek doszedł do ściany.


