Aktualności

Andrzej Arefiew. Wilk morski

Z jednej strony sztormy, a nawet atakujące jacht orki, z drugiej – niezapomniany widok gwiazd podczas nocnej wachty i odpoczynek w pięknych zatokach. To wszystko jest chlebem powszednim Andrzeja Arefiewa, szefa Konsorcjum Arefiew, a po godzinach kapitana jachtowego.

– To jest w tym wszystkim najpiękniejsze – że zwiedzamy miasta, oglądamy urzekające widoki z morza, wspaniałe klify, podczas gdy jacht stoi spokojnie na kotwicy – mówi dealer
– To jest w tym wszystkim najpiękniejsze – że zwiedzamy miasta, oglądamy urzekające widoki z morza, wspaniałe klify, podczas gdy jacht stoi spokojnie na kotwicy – mówi dealer

Andrzej Arefiew wychował się w Sejnach w województwie podlaskim. Gdy był małym chłopcem, z okna jego pokoju rozciągał się widok na pobliskie jezioro. Już w szkole podstawowej fascynowało go żeglarstwo, ale pełną realizację pasji utrudniał brak odpowiedniego sprzętu. Jako student w białostockim akademiku, gdzie mieszkał, poznał młodego żeglarza, z którym w latach 70. pływał po Augustowie. Z czasem przyszła przerwa od częstej żeglugi, choć Sejnianin pokonywał jeszcze od czasu do czasu mazurskie jeziora. W okresie młodości złapał więc bakcyla, a dziś, mając uprawnienia sternika morskiego oraz będąc kapitanem jachtowym, pływa już nie tylko po Polsce, ale i Europie.

UCIECZKA Z MAZUR

Pasjonat żeglarstwa kupił w 2005 r. swój pierwszy jacht, którym przemierzał tak lubiane mazurskie jeziora. Ale Andrzeja, który pragnął ciszy i spokoju, spłoszyły z czasem jachty stawiające na napęd mechaniczny, a ponadto motorówki i skutery wodne. Dawniej tylko czasem przepłynęła obok niego jakaś motorówka, rozlewając przy okazji napoje na pokładzie jachtu. – Dziś zresztą już rzadko spotyka się prawdziwe żaglówki, bo na wodach dominują łodzie napędzane mechanicznie. To klęska, a nie prawdziwe żeglarstwo – zauważa.

Andrzeja Arefiewa od najmłodszych lat fascynowała żegluga. Dealer
jest kapitanem jachtowym – to najwyższy stopień żeglarski w Polsce

Dealer nie zrezygnował jednak ze swojej pasji, kontynuując żeglowanie – tym razem już nie po jeziorach, lecz morzach. Najpierw tylko czarterował, a później kupił jacht morski, zdobywając kolejne uprawnienia. Przez 6 miesięcy pływał po Bałtyku (jego marina znajdowała się w Gdańsku). – W ciągu tego czasu ani razu nie zdarzyło się, żeby przez 3 dni z rzędu była dobra pogoda. Uznałem więc w końcu, że mam dość i sprzedałem jacht. Kupiłem następnie nowy i ruszyłem z Gdańska, płynąc przez wyspę Bornholm, Kopenhagę, wybrzeże szwedzkie, Norwegię, aż do najpiękniejszego fiordu – Lysefjorden – wylicza. To tylko przykładowe miejsca, które przepłynął swoim jachtem szef Konsorcjum Arefiew. Jako wilk morski poznał już m.in. wybrzeża holenderskie i francuskie, Lizbonę czy Maderę. – W ubiegłym roku pokonałem prawie 7,5 tys. mil morskich. Gdy teraz rozmawiamy, jestem w nadmorskim włoskim mieście Olbia i 30 kwietnia płynę dalej – zdradza.

WIELOLETNI WYSIŁEK

Przy tylu pokonanych trasach wręcz nieodzowne są przygody. Przykłady? Walka ze sztormem, a innym razem ucieczka przed orkami, które atakują napotkane jachty. Dealer traktuje jednak to wszystko jako naturalną konsekwencję żeglugi. – Pamiętam, jak po wypłynięciu z kanału La Manche pojawił się nagle duży sztorm. Ale to prawo morza. Jestem przygotowany na takie sytuacje. Przez 15 lat starałem się o zdobycie stopnia kapitana jachtowego i dziś wykorzystuję zdobytą przez ten czas wiedzę – przekonuje.

Swoje pierwsze uprawnienia żeglarskie Andrzej Arefiew zdobył już w szkole średniej, zaś po ukończeniu studiów został sternikiem morskim. – Prawdziwe wyzwanie pojawiło się, dopiero gdy chciałem być kapitanem jachtowym – wspomina. Wymagania? Choćby 1,2 tys. godzin udokumentowanego stażu morskiego odbytego już po uzyskaniu stopnia jachtowego sternika morskiego (w tym co najmniej 400 godzin samodzielnego prowadzenia jachtu o długości kadłuba powyżej 7,5 m). – To są też odbyte wachty, manewry. Zdawałem egzamin, zaliczałem staże. Zdobycie odpowiedniego uprawnienia zajęło mi lata – opowiada.

UMIEJĘTNE PLANOWANIE

Andrzej zapewnia, że ten, kto pływał po Bałtyku, znanego ze złych warunków pogodowych i krótkiej fali, w zasadzie wszędzie da sobie radę. – Sztormy czy gwałtowne wiatry są niebezpieczne. Nie ma statku, który się nie wywróci, ale wszystko jest kwestią umiejętności – twierdzi. Możliwe zagrożenia, takie jak burza czy sztorm, nie pojawiają się bowiem bez zapowiedzi: wystarczy obserwowanie wody i nieba. Dlatego dealer bardziej niż złej pogody obawia się orek, które atakują kadłuby łodzi, przez co istnieje ryzyko, że uszkodzą lub całkowicie zniszczą płetwy sterowe. Nie jest jasne, dlaczego orki to robią, ale pojawiły się już na ten temat liczne hipotezy. Jedna z nich zakłada, że jest to forma zabawy lub trening mający na celu pomóc młodym osobnikom w polowaniach.

– Pamiętam, jak po wypłynięciu z kanału La Manche pojawił się nagle duży sztorm.
Ale to prawo morza. Jestem przygotowany na takie sytuacje – opowiada wilk morski

Kapitan pływa 17-metrowym jachtem Beneteau Oceanis 54. To jacht żaglowy (podstawowym napędem są żagle, a nie silnik) wyposażony w 3 kabiny: jedną armatorską, czyli dziobową (dla kapitana), oraz dwie na rufie (dla załogi). – Jestem samowystarczalny. Posiadam agregat prądotwórczy oraz odsalarkę wody morskiej. Kiedy mam duży zapas paliwa, to mogę tygodniami nie przybijać do żadnej mariny – tłumaczy. Jak dodaje, jego jacht jest zdecydowanie wygodny, ale nie jest to maszyna za miliony euro. Sam jacht to nie wszystko, bo każda wyprawa, poza umiejętnym żeglowaniem, wymaga rozsądnego planowania. Swego czasu Andrzej, mając do dyspozycji 2 zbiorniki na łącznie 400 l paliwa i 110-konny silnik, płynął z Teneryfy do Gibraltaru, co oznaczało 720 mil morskich do pokonania. I choć zapowiadało się, że na morzu będzie wiał wiatr, kompletnie go zabrakło. – Bez wiatru mogłem przepłynąć na paliwie 400 mil, ale zostało przecież jeszcze ponad 300. Zmieniłem więc nieco kurs i popłynąłem na wyspę, gdzie dopompowałem paliwo – relacjonuje. Po wypłynięciu z wyspy zerwał się lekki wiatr, więc gdy przypłynął już na Gibraltar, miał jeszcze 100 l paliwa w zapasie. W tego rodzaju wyprawach planowanie jest kluczowe – i dotyczy to wielu kwestii. Podczas wspomnianej żeglugi Andrzej miał ze sobą 800 l wody, ale nawet gdyby mu jej zabrakło, dysponował odsalarką wody morskiej.

PIĘKNA NAGRODA

Zdaniem dealera tak długie żeglugi, a przede wszystkim nocne wachty, podczas których obserwuje ogrom gwiazd, sprawiają, że człowiek rozumie, jaki jest malutki i że tak naprawdę nic nie znaczy – że przede wszystkim musi dostosować się do otoczenia, przyrody, oceanu. – Jeśli umiejętnie poddajemy się naturze, to nie znaczy, że z nią wygrywamy, lecz współistniejemy – ocenia. Nasz rozmówca przyznaje, że choć nigdy nie był cierpliwy, to dzięki morskim wyprawom reaguje mniej gwałtownie na otoczenie. – Podchodzę do wszystkiego bardziej spokojnie, po prostu oceniam sytuację i zastanawiam się, jakie działanie będzie najlepsze. Poza tym mniej się boję, a na morzu odpowiadam przecież nie tylko za siebie, ale i jacht wraz z załogą – omawia.

Pływanie własnym jachtem na pewno nie należy do najtańszych pasji (najbardziej budżetowa maszyna kosztuje około 300–400 tys. zł, a dochodzą jeszcze choćby koszty wyprawy), ale Andrzej uważa, że zdecydowanie ważniejsze od tego, jak drogi i bogato wyposażony jacht mamy, są umiejętności żeglarza. Wszelkie przygotowania i wysiłki podczas żeglugi rekompensuje zaś przede wszystkim moment dotarcia do pięknej zatoki. – Razem z moją załogą znajdujemy się obecnie na Sardynii, która jest przepiękna i zachwyca urokliwymi zatokami. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze – że zwiedzamy miasta, oglądamy urzekające widoki z morza, wspaniałe klify, podczas gdy jacht stoi spokojnie na kotwicy. Jest czas na opalanie się, kąpiele, nurkowanie, zabawę – mówi z entuzjazmem kapitan. I udowadnia tym samym, że prowadzenie dużego biznesu nie musi stać w kontrze do przeżywania niezapomnianych morskich przygód.

ANDRZEJ AREFIEW

szef Konsorcjum Arefiew, dealerstwa marek Volvo, Land Rover, Hyundai, Isuzu, Dodge, RAM, Omoda, Jaecoo, JAC i Bestune z Białegostoku oraz Olsztyna

Skontaktuj się z autorem
Piotr Burakowski
REKLAMA
Zobacz również
Aktualności
Li Auto już wkrótce trafi do Europy
Redakcja
16/9/2026
Aktualności
GAC Polska z nowym menadżerem. Adam Męciński na stanowisku
Redakcja
15/9/2026
Aktualności
Zeekr od Geely Auto Group wchodzi do Polski
Redakcja
10/9/2026
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.